O autorze
Wychowałem się w otoczeniu porozrzucanych po domu kodeksów karnych i piętrzących się aktów oskarżenia. Kiedy ojciec odganiał mnie spod drzwi gabinetu, bo starałem się podsłuchiwać jego rozmowy z klientami, czytałem kryminały. Już jako kilkuletni szczeniak wiedziałem, że chce zostać obrońcą karnym. Udało się i ostatnie dwadzieścia pięć lat zawodowego życia spędziłem na salach sądowych. Miałem szczęście, bo uczestniczyłem w najciekawszych procesach ostatniej dekady. Nie jestem maniakiem pracy, gdy tylko mogę uciekam w podróż, najchętniej żaglówką. Kocham sport, dzięki niemu pozbywam się złych emocji. Dla moich synów zacząłem uciekać również w krainę wyobrażani, napisałem dla nich książkę, potem kolejną. Wydałem ich już dziewięć. Marzenie to założyć wraz z przyjacielem Morskie Towarzystwo Bajkowo - Przewozowe. Sami nie wiemy do końca, co to znaczy, ale będziemy się fantastycznie bawić.

Mecz do jednej bramki

Procesy Sądowe często kojarzą się z rozgrywką pomiędzy prokuratorem, a obrońcą. Nic bardziej błędnego. Proces to nie współzawodnictwo o zwycięstwo, ale próba dotarcia do prawdy, przy czym rola każdej ze stron w tym zadaniu jest inna...

Obrońca ma działać tylko na korzyść klienta, siłą rzeczy jego aktywność musi koncentrować się na tych elementach, które są korzystne dla oskarżonego.



Odmienna jest rola prokuratora, który reprezentuje Państwo. Zgodnie z ustawą o prokuraturze jego zadaniem jest strzec praworządności i wszystkie działania powinien podejmować kierując się zasadą bezstronności i równego traktowania.
Zatem jego celem nie jest za wszelką cenę wygrać lecz dążyć do sprawiedliwego rozstrzygnięcia. Łączy się to zarówno z obowiązkiem bezstronnego i rzetelnego gromadzenia dowodów w postępowaniu przygotowawczym jak też, odstępowaniem od oskarżenia w sytuacji, gdy zebrane dowody wskazują, że oskarżony jest niewinny.

Piszę o sprawach tak oczywistych, bo coraz częściej mam wrażenie, że proces karny zamienia się w boisko, gdzie najważniejsze staje się, kto wygra, zaś ustalenie, co wydarzyło się naprawdę schodzi na margines. Jeśli celem nadrzędnym jest zwycięstwo siłą rzeczy radykalizują się metody.
Jeśli zatem cel uświęca środki, przy zbieraniu materiału dowodowego, istotniejsze staje się by był pomocny w zwycięstwie niż to by został zgromadzony zgodnie z obowiązującymi regułami.

W konsekwencji przekładając to na terminologię sportową, jeśli w trakcie meczu dochodzi do fauli, trudno by wynik był sprawiedliwy. W kilku sprawach dostrzegłem podobne zabiegi prokuratury, gdzie dążenie do zwycięstwa zdominowało rzetelność w zbieraniu dowodów.

Na podstawie zeznań skruszonego oskarżonego zostaje zatrzymana grupa osób. Wszyscy aresztowani domagają się dostępu do akt chcąc wiedzieć w oparciu, o jakie dowody postawiono im zarzuty. Prokurator odmawia, obiecując jednocześnie, że jeśli ktoś zgodzi się pójść na współpracę, ma szanse wyjść na wolność i uzyskać złagodzenie kary. Przy takiej ofercie szybko znajduje się chętny.

Co robi prokurator? Daje ochotnikowi do przeczytania wyjaśnienia, które były podstawą wszczęcia sprawy, a następnie go przesłuchuje. W konsekwencji skruszony oskarżony zeznaje to samo, co przeczytał w zeznaniach swojego poprzednika. Nagrodą jest odzyskanie upragnionej wolności. Kończąc sprawę prokurator mógł z dumą napisać w akcie oskarżenia, że wyjaśnienia, które dały podstawę do wszczęcia postępowania, zostały w całości potwierdzone przez drugiego oskarżonego, który zdecydował się współpracować z wymiarem sprawiedliwości.

Metoda skuteczna i zapewne prokurator dowiedzie swoich tez w procesie. Czy jednak takie działanie istotnie służy dotarciu do prawdy. Procedura przewiduje nagrody dla skruszonych przestępców, jednak ich zadaniem jest przekazywanie faktów im znanych, a nie zasugerowanych.

Gdyby oskarżony złożył wyjaśnienia jedynie w oparciu o swoją wiedzę, jego wyjaśnienia miałyby niepodważalny walor wiarygodności. W sytuacji, gdy pokazano mu „wersje obowiązującą” procesowo, trudno odróżnić co jest odzwierciedleniem jego wiedzy, a co powtórzeniem przeczytanych zeznań.

W jednej ze spraw obrońców zainteresowało, dlaczego zeznania świadka mają taką samą kolejność, jak zarzuty stawiane oskarżonym i w jaki sposób zapamiętał on precyzyjnie daty zdarzeń sprzed lat. Zapytany świadek bez skrępowania wyjaśnił, że w trakcie składania zeznań prokurator dał mu postanowienie o przedstawieniu zarzutów oskarżonym, dzięki czemu wiedział o czym i w jakiej kolejności ma mówić, jak również gdzie i kiedy zdarzenia te miały miejsce. Gdyby nie szczerość świadka, metoda okazałaby się skuteczna, jednak jak ma się ona do procedury, która przewiduje, że zeznania mają odzwierciedlać rzeczywistą, a nie podpowiedzianą wiedzę.

Nigdy nie bronię przestępstwa. Jak każdy z nas jestem potencjalną ofiarą i chciałbym żyć w bezpiecznym Państwie. Winni powinni zawsze zostać ukarani, bo tylko w ten sposób realizuje się idea sprawiedliwego państwa.
Jednak do wydania wyroku powinno dojść przy poszanowaniu reguł inaczej wymierzanie sprawiedliwości przekształca się w mecz do jednej bramki.
Trwa ładowanie komentarzy...