Gwałt nie do ukrycia

Platon wierzył w świat idealny rządzony przez filozofów. Premier Donald Tusk postanowił sprawdzić platońskie idee w praktyce i powołał na urząd Ministra Sprawiedliwości filozofa Jarosława Gowina. Zgodnie z platońskimi ideami istotą moralności jest dążenie do dobra. Zatem filozof u władzy, postanowił stworzyć dobre prawo. Idea szczytna.

Obawiam się, że w praktyce, jak to przy pomysłach filozofów, będą z tego kłopoty. Minister zamierza spowodować, by gwałty przestały być ścigane na wniosek pokrzywdzonych i były ścigane z urzędu.

Przyznaję, że przestępstwa zgwałcenia są jednymi z najobrzydliwszych, jednak walczyć z tą patologią trzeba w sposób racjonalny.

Dotychczas sami zainteresowani oceniali, czy stosunki seksualne odbywali dobrowolnie czy pod przymusem i oni decydowali, czy chcą by w sferę ich intymnego życia ingerowało państwo. Minister chce to zmienić. To państwo ma decydować czy stosunki międzyludzkie odbyły się dobrowolnie, czy pod przymusem.

Kto ma dokonywać oceny za Państwo; policjant, prokurator, czy może powołana w tym celu Agencja ds. Badania Przebiegu Stosunków Seksualnych (ABPSS). Jeśli taki urząd by powstał, powinien dysponować materiałem badawczym. W konsekwencji obywatele powinni zostać zobowiązani do przekazywania do ABPSS miesięcznych wykazów odbytych stosunków z ich opisem, celem oceny czy miały one charakter dobrowolny, czy też były wymuszone i powinny być ścigane.

Niezależnie prokuratura zmuszona byłaby do wszczynania postępowań z urzędu w przypadku zgłaszania zawiadomienia o przestępstwie. Załóżmy, że słyszymy przez ścianę odgłosy świadczące o zaspakajaniu potrzeb seksualnych, w trakcie których, ktoś wykrzykuje „zostaw mnie, zostaw”. Zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa, a zatem należy wezwać policję. Gdyby gwałt był ścigany na wniosek, przybyły patrol po usłyszeniu, że nikt z uczestników stosunku nie zgłasza skargi a zasłyszane okrzyki były jedynie elementem gry wstępnej, powinien poinformować zainteresowanych o obowiązku poszanowaniu spokoju sąsiadów i jak najszybciej oddalić się.

Nowe przepisy zmieniłyby procedurę. Funkcjonariusze zobowiązani byliby do przeprowadzenia postępowania sprawdzającego. Nie wystarczałoby oświadczenie zainteresowanych, że nie życzą sobie interwencji. Teraz musieliby zrelacjonować funkcjonariuszom okoliczności, w jakich doszło do stosunku i opisać jego przebieg. Dopiero po operacyjnej ocenie tych informacji przedstawiciele władzy podjęliby decyzje czy w sprawie należy wszcząć postępowanie.

Interwencji wymagałyby też anonimowe zgłoszenia. Dla przykładu odrzucony amant, który chcąc wyeliminować zwycięskiego rywala anonimowo telefonuje do prokuratury z informacją, że „pod nr 23 na Wilczej gwałcą”. Policjanci zmuszeni są wyjaśnić sprawę. W konsekwencji oderwani od miłosnych czynności kochankowie nawet, jeśli nie składają skargi muszą obszernie opowiedzieć o swoim współżyciu, że jest ono dobrowolnie i bez przemocy.

Biorąc pod uwagę powszechną dostępność przedstawicieli prasy do akt prokuratorskich dzienniki mogłyby z „pierwszej ręki” przekazywać relacje z życia intymnego celebrytów.

Proponowane zmiany z radością przyjęliby rodzice niezadowoleni z wyborów seksualnych swoich pociec. Wystarczy jeden telefon na policję i córka musiałaby przedstawiać funkcjonariuszom sprawozdanie ze swoich kontaktów seksualnych z nieakceptowanym przez rodziców potencjalnym zięciem. Po takim przeżyciu gorączka erotyczna opadłaby na długi czas do zera. Praca w policji stałaby się wymarzonym miejscem dla wszelkich dewiantów, którzy w majestacie prawa mogliby żądać od przyłapanych w trakcie miłosnych rozkoszy par opowiadania ich intymnych przeżyć.

Do podziemia musieliby zejść zwolennicy kontaktów sadomasochistycznych. Niech patrol policji wykryje przykutego do łóżka jegomościa. Dotychczas do pozbycia się funkcjonariuszy wystarczające było oświadczenie, że zainteresowany nie zgłasza skarg z powodu przykucia i okładania pejczem przez ubraną w lateksy niewiastę. Zgodnie z nowymi regułami musiałby złożyć obszerne wyjaśnienia zaczynając od miejsca nabycia inkryminowanych przedmiotów i podjęcia inicjatywy ich użycia. Co więcej konieczne byłoby sporządzenie protokołu oględzin przykutego i sporządzenie dokumentacji fotograficznej.

W niezręcznej sytuacji postawione zostałyby również cudzołożne damy. Dotychczas zauważone w niekomfortowej sytuacji mogły ratować reputację krzycząc „na pomoc gwałcą”, zaś w przypadku realnej interwencji policji zakończyć sprawę oświadczając, że nie składają wniosku o ściganie. Przy nowej regulacji, taka próba zdobycia alibi przed małżonkiem kończyłaby się kilkuletnim pobytem w zakładzie zamkniętym oskarżonego kochanka. Próby odwołania oskarżenia mogłyby być uznane przez sąd za niewiarygodne.

Minister działa z platońskich pobudek, ale wykazał brak wyobraźni. Sprawa seksualna to sprawa prywatna. Od zainteresowanych powinno zależeć, czy potrzebują pomocy i chcą wyjaśnienia sprawy. Sprowadzenie Państwa do roli kontrolera w sprawach seksu to krok do świata „Seksmisji”. Jeśli stosunki mają być kontrolowane przez państwo, to praktycy w urzędach wpadną na pomysł, że znacznie ułatwiłoby im pracę zobowiązanie obywateli do ich rejestrowania. Od tego krok do zainstalowania kamer w pokojach hotelowych.
Lobby przemysłu porno takiego wdzieranie się w ich rynek nie wybaczy ministrowi.
Trwa ładowanie komentarzy...